Obudziła mnie mamusia i powiedziała, że czas wstawać. Dziś był ważny dzień dla całej rasy Inmagea. Przecież za parę godzin rozpocznie się święto Feniksa! Rozradowana pomagałam mamusi i tatusiowi w przygotowaniach. Chociaż nie umiałam jeszcze zbyt dobrze używać mojego rogu i skrzydeł to mogłam robić dużo innych rzeczy na przykład bawić się z moją najlepsiejszą* przyjaciółką, Lucky! Co z tego, że jest moją siostrą, kocham się z nią bawić. Kiedy nadszedł wielki czas przepięknej przemowy tatusia, stanęłam razem z Lucky i mamą w pierwszym rzędzie. Kiedy tata zaczął mówić do moich uszu dobiegły jakieś przerażające hałasy. Zasłoniłam moje uszy kopytkami i spojrzałam pytająco na mamę. Jednak ona tylko patrzyła na tatusia, który najwidoczniej się przewrócił, bo leżał na ziemi. Jednak coś było nie tak. Koło taty rozlewał się czerwony płyn. ''Przecież tatuś nie brał ketchupu na przemowę'' - pomyślałam. Wtedy wszystko widziałam w zwolnionym tempie. Mamusia wzięła mnie i Lucky na grzbiet i wystrzeliła w powietrze, Wiedziałam, że jesteśmy już trochę za duże i ciężkie na latanie na grzbiecie, ale postanowiłam się nie odzywać. Mamusia płakała i szlochała bardzo głośno, a ja nie wiedziałam dlaczego. Potem był tylko huk i wszystkie spadłyśmy na ziemię. Ze skrzydła mamy też wylewał się czerwony płyn. Zdziwiło mnie to, bo ona również nie miała ketchupu. Mamusia popatrzyła na nas słabo i dopiero wtedy zaczęłam panikować.
-Mamo, co się dzieje?- zapytałam lekko drżącym głosem.
- Sound Storm, musisz uciekać - zwróciła się do mnie.- Opiekuj się Lucky. Teraz uciekajcie i nie zatrzymujcie się ani na chwilę. BIEGNIJCIE! - ryknęła mamusia mimo osłabienia.
Jendnak nie mogłam zostawić mamusi ani tatusia samych. Kazałam Lucky zostać z mamą, a sama poszłam na poszukiwanie taty. Wszędzie biegły kucyki. Nasze miasteczko niszczyły kucyki w szarych zbrojach, które strzelały dziwnymi kulami światła. Coś mi mówiło, że nie chce dostać z tej kulki. Nasz domek, już kompletnie zniszczony. stał w ogniu. Wszystko co kochałam niszczyły te dziwne kuce. Przebijałam się przez tłumy, próbując zostać niezauważoną. Nareszcie dotarłam na miejsce. Podchodząc do mównicy taty, zauważyłam, że teraz jest tu o wiele więcej tego czerwonego czegoś. Kiedy byłam koło taty, on się nie poruszył. Nawet oczu nie otworzył.
-Tatusiu? Co się dzieje, powiedz- chlipnęłam, chowając pyszczek w grzywie taty. Usłyszałam zbliżające się kroki. Wiedziałam. co muszę zrobić. Muszę wrócić po Lucky i stąd uciekać. Wszędzie słyszałam okropne krzyki i huki. O mało nie zemdlałam, ale dotarłam na miejsce gdzie powinna być Lucky i mama. Jednak nic tam nie było oprócz jeszcze większej ilości niewiadomej czerwonej substancji. Wpadłam w panikę. ''Na pewno Lucky jest teraz bezpieczna z mamą'' - trzymałam się tej myśli jak liny ratunkowej. Usłyszałam kolejne huki i krzyki. Jeszcze raz spojrzałam na nasze, teraz już zniszczone, miasto i zaczęłam uciekać. W miarę oddalania się od miejsca zagłady, mój róg i skrzydła zaczęły znikać. Płakałam, wyłam i szlochałam, ale nie zatrzymywałam się. Biegłam, biegłam biegłam.
Biegłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*- Sound Storm jest tu dzieckiem, więc mówi ''najlepsiejsza'' :D
Mam nadzieję, że prolog się wam spodoba. :) Już za niedługo pierwszy rozdział!