wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 3 - rodzinne więzy

Stanęłam jak wryta.
Co on powiedział?! Musiałam się przesłyszeć. Albo świruje. To nie może być prawda... albo może jednak?
Czułam się jakbym była pod wodą. Słyszałam tylko szum, powoli stawiałam kopyta, podążając za Lightningiem. Nie pamiętam drogi, ale wiem, że to była długa wycieczka. Doszliśmy do przytulnego domku w głębi lasu. Był z ciemnego drewna. Na tle wyróżniały się jasne okna. Cały budynek był otoczony zielonym żywopłotem. Droga do chatki była z kamienia. Wszędzie było cicho, nawet ptaki nie śpiewały. Słychać było tylko stukot naszych kopyt uderzających o posadzkę. Doszliśmy do masywnych drzwi. Lightning zaczął mocować się z zamkiem. Tak naprawdę nigdy mu się nie przyglądałam. Jego ciało jest smukłe, ale i bardzo mocne. Sierść koloru pomarańczowego. Nie miał rogu ani skrzydeł. Jego znaczek to była błyskawica otoczona przez kolorowe plamy. Ogon krótki koloru brązowego, grzywa podobnie tylko miał jedno niebieskie pasemko. Podobnie jak ja tylko ja miałam blond grzywę z pasemkami w  kolorach tęczy. Oczy miał niebieskie, jak ocean albo morze. "Jest bardzo przystojny" - pomyślałam. W końcu udało mu się otworzyć drzwi. Weszliśmy do środka. Domek był prześliczny. Brązowe ściany, czarna podłoga. Niewielka kuchnia z lodówką i kuchenką. Mini salonik z dużym puszystym dywanem i sofą. Stał tam nawet prawdziwy kominek. Po prawej stronie stały schody prowadzące zapewne do sypialni.
- Podoba się? - chyba musiał domyślić się odpowiedzi po mojej minie.
- T-tak, nawet bardzo - wykrztusiłam.
- Chodź, pokażę ci twoją sypialnię - powiedział i ruszył w stronę schodów.
- Będę mieć własną sypialnię?! - wykrzyknęłam zdumiona.
- A co, wolałabyś spać ze mną? - zapytał, zatrzymując się na chwilę ze złośliwym uśmieszkiem. Nagle ktoś na mnie skoczył . Był to masywny czarny ogier w żółte paski, albo żólty w czarne paski, sama nie wiem. Ale był ciężki.
- Hej! Złaź ze mnie! - powiedziałam z trudem.
- Ani mi się śni! LIGHTNING DO CHOLERY KTO TO JEST?! ODBIŁO CI?!
Lightning za to śmiał się w najlepsze. Miałam wrażenie, że zaraz się udusi.
-Systemic... błagam Cię... nie jestem idiotą. Ale twoja reakcja była niesamowita - teraz to turlał się ze śmiechu. Niejaki Systemic raczył ze mnie zejść. Wstałam i otrzepałam się z kurzu.
-Dobra. Możecie mi wyjaśnić o co tu chodzi?
-A tak tak, jasne, usiądźmy - opanował się i podszedł do kanapy. Usiedliśmy w trójkę.
-Wiem, że nie jesteś kucem ziemnym. Jesteś Muzykanem, ale nie byle jakim. Córką Władzcy - zaczął Lightning
-Skąd ty to wiesz?!
- Obserwowałem  Cię od dawna. Dopiero na twoim występie, zrozumiałem, że to ty.
-Och... - wybłąkałam.
- Ja i Systemic również jesteśmy Muzykanami. Z różnych wiosek. Pomyślałem, że powinniśmy się trzymać razem - powiedział, uśmiechając się lekko.
-Ookej, ale powiedziałeś, że wiesz gdzie jest Lucky, moja siostra.
-Owszem, wiem. Posłuchaj mnie uważnie. Muzykanów jest więcej niż myślisz. Postwarzali gangi, które ze sobą konkurują. Biją się na muzykę. Ja i Systemic też tworzymy gang i czasami się z nimi bijemy. Jeden z takich zespołów, porwał twoją siostrę i zmuszają ją do występów w tych "konkursach". A nazywają się... - przerwał.
- Doonkleys - skończył za Lightninga Systemic.
- Właśnie. Chcemy ją odbić. A do tego jesteś nam potrzebna, masz większą moc niż my.
-Hmmm. Okej, to kiedy mogę zacząć trening? - zapytałam bez wahania.
-Teraz - uśmiechnął się tajemniczo Systemic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz