-Okej, spróbuj jeszcze raz - powiedział cierpliwie Lightning. Zamknęłam oczy i próbowałam się skupić. Usłyszałam pierwsze dzięki muzyki. Gdy melodia zaczęła się rozkręcać, dałam się ponieść muzyce. Poczułam jak zaczęłam się unosić. Skupiłam całą swoją uwagę na mój róg. Przez dobre dwa tygodnie próbowałam opanować moją moc, ale za każdym razem próba kończyła się niepowodzeniem. Po dłuższej chwili muzka ustała, a ja spadłam na nogi, miękko lądując w trawie. Usłyszałam przeraźliwy ryk. Okazało się, że podpaliłam ogon Systemica i nasze radio. Lightning bezskutecznie próbował pomóc przyjacielowi.
-AAAAA CHOLERA! - wrzeszczał czarny ogier.
-Stary, stary, STARY! Ziomek wyluzuj - uspokajał go Lightning. Popatrzyłam na mały ogródek za domem, w którym spędzałam ostatnie dni. Miałam już dość porażek. Musiałam stąd uciec. Ruszyłam galopem w stronę domu, zaciskając mocno powieki, by się nie rozpłakać. Wbiegłam do domu i na schody. Po chwili już byłam w moim pokoju. Rzuciłam się na łóżko, ukrywając pyszczek w poduszce. Po może 20 minutach usłyszałam skrzypienie drzwi.
-Hej - powiedział miękko Lightning. - Mogę wejść?
Nie odpowiedziałam, co potraktował za pozwolenie. Podszedł cicho do łóżka i położył się koło mnie. Zawsze był dla mnie bardzo miły. Strasznie go polubiłam, nie wiem jakby wyglądało moje życie bez niego.
-Wiesz, jak zaczynałem, też mi nie wychodziło. Dzień za dniem próbowałem się zrozumieć. Po 3 miesiącach nareszcie udało mi się opanować moją siłę na tyle by móc brać udział w bitwach gangów. Wiem, że tobie też się uda - odwrócił kopytem moją twarz w jego kierunku. - Jestem przekonany, że ci się uda.
-Taaaa jasne, a kucyki ziemne są księżniczkami - przewróciłam oczami. - Jak tam Systemic? - zapytałam, zmieniając temat.
- Chwilę powierzgał, pokrzyczał, zgasiłem go i podszedł spać. Naprawdę, nie masz się czym martwić - zaśmiał się, a chwilę później dołączyłam do niego. Wstał.
- To co, próbujemy jeszcze raz?
-Czy to konieczne? Może spróbujemy znowu jutro... - zajęczałam żałośnie.
- Nie. Teraz albo nigdy - odpowiedział twardo.
- Ale nawet muzyki nie mamy...- i nagle znikąd wyjął małe bębny.
- Skąd ty to... a zresztą nie ważne, miejmy to już z głowy - stwierdziłam przygotowując się.
-Gotowa?
-Tak - zaczął grać spokojny rytm. Cicha muzyka zaczęła wzrastać w siłę, przez co mogłam się w nią wczuć. Już po niecałej minucie unosiłam się w powietrzu. "Okej Storm, dasz radę, dasz radę" - pomyślałam.
-Tak jest, o to chodzi. Teraz podpal poduszkę! - zapiszczał jak mała dziewczynka, Lightning, nie przestawając grać.
Mój wzrok opadł na nieszczęsny przedmiot. Skierowałam na niego moją moc. Po sekundzie zaczął się dymić, a chwilę po tym palić, kolorowym płomieniem.
-Jest, udało mi się! - zapiszczałam. Nareszcie!
- Woohooo! Wiedziałem, że potrafisz- przestał grać i porwał mnie w objęcia. Przyłożył pyszczek do mojego ucha.
-Jesteś gotowa.
-To co teraz?
piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział 4 - co teraz?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz